lutego 18, 2018

Imperium burz

Imperium burz
Imperium burz

Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo: Uroboros
Strony: 864


Calaena Sardothien niegdyś była wyszkoloną i najlepszą zabójczynią, o której każdy chociaż raz słyszał i się jej bał, jednak te czasy dawno przeminęły, gdy z prawdą, jaką uzyskuje, dowiaduje się naprawdę tym, kim jest, a drzemiąca w niej magia sprawia, że jak najlepiej nauczyć się to kontrolować. Obecnej już królowie Terrasenu (Alien Ogniste Serce, gdyż tak ją zwą), idzie jej to coraz lepiej. Jednak rządy młodej kobiety nie są spokojne, gdy dowiaduje się, że musi stawić czoła ciemności, której nie da samej rady pokonać, postanawia, zjednoczyć jak najwięcej osób by walczyły po jej stronie. Jest to książka, pełna akcji, przygód i intryg, które spełniają każdą stronę i pochłaniają nas do reszty, na pewno każdy z was kto czytał poprzednie tomy, wie jak dobrze, pisana jest to seria. Aelin wraz z innymi postanawia zdobyć armie, jaka będzie mogła sprostać wyzwaniu, które na nie czeka, jednak nie jest to takie proste, gdy prócz tego czeka ją wiele przeciwności losu, a przed tym wszystkim musi uratować z rąk mroku swojego byłego ukochanego Doriana. Czy przekonać nawet swoich wrogów do tego, aby walczyli po jej stronie.

 Jest to następna cudowna kontynuacja z cyklu „Szklanego tronu”, która pokazuje nam, jak autorka potrafi stworzyć wielowarstwową fabułę, w której potrafi nie raz zaskoczyć, zainteresować czytelnika do takiego stopnia, że jedynym co będzie chciał to sięgnąć po książkę i dalej ją czytać. Postacie, które się jeszcze w tej serii nie mogły wyróżnić miały w tej części taką możliwość, gdzie Eldie i Lorcan pokazują, jak ważną role pełnią w tej opowieści, zaś ich miłość została w sympatyczny sposób nam zaprezentowana.

Również na uwagę zasługuje tutaj wiedźma Manon, która od początku części potrafiła zaintrygować mnie swoją osobowością, jeszcze nie tak dawno była antagonistką w tej serii a teraz po wielu zmianach, potrafiła wynieść z siebie dobro, które sprawiło, że jej zależy na, tym by było, jak najlepiej, mimo że nigdy wprost się do tego nie przyzna. Jest to postać jak każda inna warta uwagi, gdyż została naprawdę dobrze napisana i miło się czyta dzięki temu nie tylko fragmenty z wybranymi osobami a cała zawartość tomu.


Trudno coś znaleźć złego w tym tomie, gdy tak jej poprzedniczki stoją na wysokim i pozwala się nam zatracić w prześwietnie napisanej kontynuacji cyklu, sprawia to wszystko wielką jedną spójność, a to, w jaki sposób jest prowadzona, pokazuje, jak ważnym dla autorki elementem jest to, by postacie były wyraziste i potrafiły nam utkwić długo w pamięci. Dlatego czyta się to dzięki temu jeszcze lepiej i nie mogę się doczekać, aż będę mogła poznać dalsze losy tych postaci, gdy jest to coś cudownego co dla mnie, by mogłoby się nie nigdy nie kończyć.

lutego 13, 2018

Listy do utraconej

Listy do utraconej
Listy do utraconej

Autor: Brigid Kemmerer
Wydawnictwo: YA!
Strony: 400



„Listy do utraconej” Są powieścią, która bardzo mnie poruszyła, wiele z książek porusza tematy jak ta, o problemach w życiu, które sprawiają, że nie możemy siebie zaakceptować i przeszłości, która się za nami ciągnie i zmienia nas w ludzi, którymi nie byliśmy, wycisza lub wręcz przeciwnie skłaniając nas do zachowań autodestrukcyjnych. Jednak co tę właśnie książkę tak wyróżnia na tle tego wszystkiego, co mamy na rynku czytelniczym. To fakt tego, w jaki sposób została cała fabula poprowadzona i jak wiele warstw ma pod nią które skłaniają do niejednokrotnej refleksji nad tym, co ludzi może spotkać w życiu, a my ich tylko osądzamy, chociażby zbyt szybko, nie dajemy im szansy, by ich zrozumieć i dowiedzieć się co takiego na nich wpłynęło, gdy taka, chociażby agresja może być spowodowana tym, że kogoś się straciło i nie ma w nikim wsparcia.

Taką osobą jest Juliet, która straciła matkę, nie potrafi się z tym pogodzić, gdy w dodatku pasja, która ich łączyła, jest teraz dla niej utrapieniem, gdy sięga po to, przypomina się jej mama, która była fotografką wojenną. Jednak teraz nie ma jej przy niej, a to sprawia, że dziewczyna nie może z tym sobie dać rady, przychodzi na cmentarz i pisze do niej listy, zostawiając je na jej grobie z nadzieją jakby kiedykolwiek te słowa, które tam wyleje, dotrą do matki. Pracujący na cmentarzu chłopak imieniem Declan trafia na ten list i czytając go rozumie, że nie jest na tym świecie sam, że nie tylko on sam odczuwa taki ból i podziela go z adresatem listu. Jednak on swoje życie prowadzi w ogóle inaczej, mając skłonności do agresji, która wpływa na jego życie w taki sposób, że wszyscy tylko zwiastują mu życie za kratami. Obydwie osoby pełna wzruszającej i pełnej cierpienia historii zaczynają do siebie pisać, nie wiedząc absolutnie, kim jest druga osoba. Spotykają się normalnie w szkole, jednak nie zmienia to faktu, że ciągle adresat poszczególnych listów jest owiany tajemnica.

Tak jak na początku wspomniałam, jest to bardzo poruszająca opowieść, w której wiadomo, że znajdzie się i również chwila na miłość, jednak słowo „chwila” jest tu kluczowe, gdyż nie ona gra tutaj główne skrzypce. Gdyż to wspólna historia obydwóch osób tutaj jest ważna, pisana z dwóch perspektyw przedstawia nam o wiele lepiej postacie, mogąc je tak zrozumieć, zgodzić się z czymś czy zaprzeczyć temu, co robi, jednak to jest cudowne, że możemy dzięki takiej formie ich po prostu lepiej znać. Również ważnym elementem są tu listy, tak, każdy list, który jest przez nich napisany, jest zawarty w książce i możemy go bez problemu przeczytać.


Sama treść pozycji możemy podzielić na wiele warstw, na samą fabułę, która możemy przeczytać, czy także z tymi warstwami, które po zakończeniu sprawiają, że myślimy, docierają do nas wartości, o których może zapomnieliśmy i nie byliśmy sobie z jakiegoś powodu ich znów uświadomić. Ja przy tej książce wiele razy się wzruszałam i nie raz poleciały mi łzy, z tego powodu jak została napisana, jest trudno by po prostu zachować powagę i ot, tak sobie ją przeczytać. Dlatego z całego serca wam ją polecam, gdyż jest to pozycja o dwójce osób, które przy swoim wielkim wsparciu akceptują to, co się wydarzyło w ich życiu i starają się je ułożyć od nowa, o wiele lepiej.

lutego 11, 2018

Dom łez

Dom łez
Dom łez

Autor: Linda Bleser
Wydawnictwo: Harper Collins
Strony: 304

Każdy z nas w ciągu dnia podejmuje różne decyzje, najczęściej nie mają one dużego wpływu jak chociażby wybór co ubierzemy, co wypijemy na śniadanie, czy może jaką trasą dotrzemy do pracy, gdy auto nie działa bądź nie przyjechał dany autobus. Jednak w naszym życiu również są takie decyzje, które mają wpływ dopiero po tym, jak je podejmiemy, czasami są one dobre, czasami złe jednak nie mamy w żaden sposób pewności, że takie będą, gdy nie podejmiemy tego, jakby nie patrząc ryzyka, by zobaczyć konsekwencje. Raz przyjemne, a raz nie. Jednak co byśmy oddali za cenę tego by słowa „Gdybym tylko mogła cofnąć czas” stały się prawdą i moglibyśmy podjąć w ogóle inną ścieżkę naszych wyborów?

Taką szansę dostaje Jenna, która trafia do Domu Łez, która obchodzi teraz swoje trzydzieste trzecie urodziny, jednak nie jest to dla niej dość szczęśliwy okres w życiu, gdyż tego dnia ponad dwadzieścia lat temu, jej matka popełniła samobójstwo, wybierając śmierć niż życie z nią i jej młodszą siostra. Od tamtego momentu wydaje się jej, że wiedzie ścieżkę pełną bólu i samotności, której nie jest jej w stanie pomóc, do czasu aż natrafia na tytułowy dom. Oferujący w sobie drzemiącą moc daje dziewczynie wgląd w swoją przeszłość, by w ten sposób, zobaczyć jakby jej życie wyglądało, gdy wybierze w ogóle inną ścieżkę w swoim życiu.

 Z czasem do bohaterki dociera, że każdy nasz wybór wiąże się z konsekwencjami, uczy ją, że trzeba się pogodzić z niektórymi sprawami, by wreszcie zachować spokój w swoim wnętrzu i nic takiego jak duchy przeszłości jej nie męczyły. Co pozwala nie tylko nie jej spojrzeć w siebie, ale także daje nam pewną chwilę zastanowienia, z każdej książki można coś wynieść, a ta nam oferuje myśl, że to, co robimy, powinno, współgrać z tym, co chcemy, prezentując nam to wszystko z perspektywy Jenny. 

Dom łez jest naprawdę ciekawą książką, którą bez żadnego, ale można polecić, prezentuje dość ciekawy temat pod całą fabułą, jaka nam prezentuje, mając w ten sposób dwie płaszczyzny i w każdą możemy się ze spokojem zagłębić. Zrozumieć dzięki temu, co takiego męczyło bohaterkę, co dla niej znaczy to, że dostała taki los od życia, a nam daje pod koniec dawkę niezliczonych myśli, na które to my sami musimy sobie odpowiedzieć.

lutego 11, 2018

Cud na Piątej Alei

Cud na Piątej Alei
Cud na Piątej Alei

Autor: Sarah Morgan
Wydawnictwo: Harper Collins

Strony: 303



Eva jest wielką romantyczką, która wierzy w to, że każdy człowiek jest dobry. To szczera do bólu osoba, co nie sprawia, że przyćmiewa to inne jej pozytywne cechy, jest wielce kochana i uczynną dziewczyną, która pomoże osobom, które kocha. Jednak jej życie przepełnia żałoba, gdy jej babcia, ostatnia osoba z jej rodziny umiera, nie potrafi z tym faktem sobie dać rady i przepełnia jej to dusze, czując się z tego faktu samotna. Gdyż jako jedyna nie posiada nikogo, kto by ją kochał, przytulił i wspierał w każde sytuacji, bez znaczenia co to by było, jakby nie patrząc, jak na złość jej przyjaciółki już dawno mają swoich ukochanych, a ona ciągle wędruje ze samotnym sercem przez życie.

Nieszczęśliwy splot zdarzeń sprawia, że przez śnieżyce która panuje w Nowym Jorku, zostaje uwięziona w domu z cynicznym Lucasem (O którym swoją drogą była mowa już nawet w poprzednich częściach). Obydwóch nich łączy jedna i tam sama rzecz, oboje kogoś stracili w życiu. Jednak mężczyzna przegrał walkę i załamanie wygrało, nie potrafi się odnaleźć wśród ludzi, będąc samotnym pisarzem kryminałów, nie potrafi odnaleźć weny do ponownego czasu. Az zostaje uwieziony wraz z Evą w mieszkaniu, odnajduje w niej natchnienie i ponowna chęć nie tylko dopisania, ale i życia.

 Jednak czy to oznacza, że oboje dadzą sobie rade w jednym budynku? Są przecież jak ogień i woda, tak wiele ich różni a ich charaktery są tak odlegle, jakby mogło być to możliwe, by coś takiego się stało? Jednak tego musimy się dowiedzieć sami, gdyż napisana historia, w klimacie świątecznym, jest czymś naprawdę, co z miłą chęcią się czyta.

Jednakże książka nie jest pozbawiona błędów, niekiedy się gubiłam, gdy narracja z obu stron nie była w żaden sposób oznaczona, chociażby nagłówkiem z ich imieniem, co sprawiało, że było się rzucanym z jednej myśli do drugiej. Wydawało mi się, że gdyby nie to od początku o wiele lepiej by było się nawet skupić na całej akcji.


 Lecz tak jak wyżej wspomniałam, czyta się ją przyjemnie, historia, która nam dano, jest świetna i mimo kilku również nudnych momentów jest warta, by sięgnąć po nią i dowiedzieć się jak potoczą się losy drugoplanowej bohaterki, która wreszcie zdobyła miejsce w całej historii. Dlatego z wielką przyjemnością wam ją polecam, wiedząc, że jest to kolejna dobra część. Ci jednak pierwszy raz spotkali się z tą serią, polecam sięgnąć po pierwszą część i przekonać się jak miła i przyjemna jest to w odbiorze seria.



lutego 04, 2018

Dwór skrzydeł i zguby

Dwór skrzydeł i zguby

Dwór skrzydeł i zguby

Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo: Uroboros
Strony: 848



Dość długo musiałam czekać na następną część „Dworów”, jednak oto jest już w moich rękach i po przeczytaniu chciałabym się z wami podzielić swoją opinią w poniższej recenzji. Nie mogę wręcz uwierzyć w to, że, tom mający ponad osiemset stron był niczym gdy się czytało go szybko, a im bliżej się było końca, tym bardziej nie chciało się kończyć.



Jednak przejdźmy do samej książki, co w niej znajdziemy? Feyra musi stawić czoła ostatecznemu złu, jakie chce nie tylko rozgromić cały Prythian, ale również świat ludzi. Jest znów wepchnięta w wir zdarzeń, które zmuszają ją, by podjęła odpowiednie decyzje, znalazła nowych sprzymierzeńców, mogła komuś uwierzyć i zebrać armie, dzięki jakiej da rade złu, dlatego każda osoba jest ważna na wagę złota, gdyż może zmienić oblicze wojny. Sprawia to, że sama musi wrócić wręcz w ręce wroga, by w ten przebiegły sposób, dowiedzieć się co takiego knują. Wykazując się odwagą, chce w ten sposób uratować osoby, które kocha i nie da ich w żaden sposób nigdy zranić. 



Zdumiewająco napisana książka, w której widać, że autorka posługuje się wszystkimi umiejętnościami i wiedzą, jaka zdobyła, by to zakończenie, było jak najlepsze pełne akcji, intryg, emocji, miłości, kłamstw i prawdy, które mieszając się, wprowadza czytelnika w stan, w którym nie wie, co się dzieje, sprawia to, tylko że chce się czytać dalej, dowiedzieć jeszcze więcej wraz z naszymi bohaterami, których w tej części jest naprawdę dużo, gdyż pochodzą one również z pierwszego i drugiego tomu. Jest to ostateczne starcie zła z dobrem, przez co historia, która się toczy, ma swój rozmach, jak to już bywa u tej autorki, pełna emocji akcja wprowadza nas w bardziej spokojne momenty, w których możemy odpocząć i znów przeżyć coś niesamowitego zaraz z następnymi stronami. 



U wielu postaci widać metamorfozę, te, które kiedyś także wydawały się inne, teraz okazuje się, jakie są naprawdę, jest to trochę drażniące, gdyż ja sama chciałabym, wiedzieć co wpłynęło na postacie drugoplanowe, że właśnie tak, a nie inaczej się teraz zachowują, jednak nie można wszystkiego wymagać. 



Historia, która nam jest dane czytać, uważam, że jest odpowiednim zakończeniem całego cyklu „Dworu” i nic więcej nie trzeba w niej zmieniać. Jednak co najważniejsze widać, że autorka zostawiła sobie w swojej powieści wiele furtek, do które później może wykorzystać, by pisać, chociażby losy innych postaci w innych już mniejszych nowelkach. 



Dwór skrzydeł i zguby to dopełnienie przepięknego cyklu, który na pewno pozostanie w mojej pamięci na długo, gdyż wywołał we mnie wiele emocji, radości, wzruszenia, złości czy samej wielkiej chęci zemsty na jakiejś postaci. Była to cudowna przygoda, której zakończenie pozostawia u mnie potężnego kaca książkowego, wiedząc, że na pewno jeszcze trochę minie nim trafie na coś tak naprawdę dobrego. A do całej serii będę wracać i mam ochotę to zrobić jeszcze niebawem!



lutego 03, 2018

Cudowny chłopak

Cudowny chłopak
Cudowny chłopak
Autor: R.J. Palacio
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416



Książka, którą stworzyła, R.J. Palacio jest trudno opisać, z tego powodu jak wiele ze sobą niesie pozytywnych emocji, jest pouczająca, mądra i pełna wzruszeń, a pomimo poważnego tematu potrafił autor wprowadzić humor, który był dodatkowym plusem tej całej opowieści.

Poznajemy w niej Augusta, dziesięcioletniego chłopca, który różni się od nas swoim, wyglądem, a konkretnie przez zmutowany gen jego twarz jest zdeformowana, dlatego z tego powodu musiał przejść ponad 27 operacji, które sprawiły, że o wiele lepiej wygląda. Chłopiec jednak musi się teraz spotkać ze światem, który go otacza bez rodziców, trafia do piątej klasy w szkole (Gdyż wcześniej mama go uczyła), gdzie będzie musiał zmierzyć się z brakiem akceptacji, chamstwem, nietolerancją z powodu tego, jak wygląda. Jednak nie oznacza to, że to miejsce staje się dla niego koszmarem, nie jest tak, poznaje tu również swoich pierwszych przyjaciół, czy dobroć i pomoc, jaka płynie z serc dobrych ludzi, gdy dotychczas jedyny kontakt miał ze swoimi rodzicami i siostrą.

Poruszała mnie ta opowieść nie jeden raz, gdy moja wyobraźnia przy tej książce wielce pracowała, każdy jej fragment wielce do mnie trafiał, a mimo młodej głównej postaci utożsamiałam się z nim, chcąc go zrozumieć jak najlepiej. Nawet fakt tego, że tak wiele przeżył, mimo swojego młodego życia, nie zatracił własnego „ja”. Jest pilnym uczniem, kochanym dzieckiem i trudno było, by uśmiech znikł, gdy książka porusza i cieszy. Wiele fragmentów sprawiało, że łzy zamieniały się w wielkie wybuchy radości, gdy podejście chłopaka do wielu spraw pokazuje, że nie poddaje się i czerpie z życia wiele, najwięcej jak może, ceniąc sobie życie i wiedząc, że jest to dla niego dar. Żyje wśród kochanych ludzi, przez co nigdy mimo cierpienia nie miał powodu, by się załamać, został wychowany na cudownego chłopaka.

Potrafi nas dużo nauczyć, gdyż mimo że jest to opowieść o młodym człowieku, który się zmaga ze światem, potrafiłam z tej pozycji wynieść wiele nowych rzeczy, zrozumieć wiele i po prostu się cieszyć, że tak wspaniała opowieść do mnie trafiła. Również warto nadmienić, że nie tylko mamy tu perspektywę chłopca, a jego rodziców i innych postaci, dzięki czemu również o wiele lepiej możemy zrozumieć inne osoby, które są nam przedstawianie. Wszystko się składa na znakomitą całość.

Ciężko jest zrecenzować tę książkę, nie z tego powodu, że jest jakaś zła, nudna czy może denna i nic nie wnosi. Wręcz przeciwnie, z powodu prostoty, poczucia humoru a przede wszystkim historii, która nas również może nauczyć wiele, sprawia, że trudno jest dobrać odpowiednie słowa, by opisać treść, jaką prezentuje ta pozycja. Jednak mimo tego mam nadzieje, że was zachęciłam, gdyż jest to lektura, obok której nie możecie przejść obojętnie i sami się musicie przekonać, jak cudowna tworzy historie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


stycznia 16, 2018

Żółwie aż do końca

Żółwie aż do końca
Żółwie aż do końca
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy las
Liczba stron: 312




Kto zna Johna Greena, wie, że jest on chory na OCD (Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne), zmuszają go one do wielu różnych rzeczy, które nie są w żaden sposób przez niego kontrolowane, takie natręctwa powracają i niekiedy są ogromnie uciążliwe. Jednak jako pisarz może to przelać na kartki, by czytelnik, który sięgnie po taką książkę, zrozumiał, co taki człowiek czuje, myśli, czy odczuwa za każdym razem przy takim ataku. Jak każdy z nas chce prowadzić zwyczajne życie niczym się niewyróżniające od naszego. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby nam przekazał tę wiedzę, która posiada, mając w swoich dłoniach talent do pisania lektur. Mimo tak poważnego tematu jest kilka zastrzeżeń do samej pozycji, jednak to w dalszej części recenzji.

Azie, jest szesnastoletnia dziewczyna, która w każdej warstwie społecznej stara się być dobra, nie sprawiać problemów i być jak najlepsza we wszystkim, co robi. W którymś momencie w jej życiu zachodzi pewna zmiana, bo kto by również i z nas pomyślał ze zostanie amatorskim detektywem. Po namowach koleżanki, Daisy, bierze udział w odnalezieniu miliardera Russella Picketta. Gdyż samą nagrodą za odnalezienie mężczyzny jest sto tysięcy dolarów.

Tak się składa, że Aza zna jego syna Davisa, do którego sama próbuje dotrzeć i dowiedzieć się od niego kilku spraw na temat ojca chłopca, mając nadzieje, że zbliży ją to do odnalezienia mężczyzny. Sama nie jest mimo wszystko przekonana czy będzie ją pamiętał i czy w ogóle nawet rozmawiać.


Z jednej strony sama fabuła książki zachęca do tego, by po nią sięgnąć, a przede wszystkim, gdy poznamy jeszcze fakt tego, jaki temat ona sama porusza. No ale właśnie jest to „ale” akcja, jaka toczy się w książce, w którymś momencie traci swój główny tor i schodzi różnymi innymi na boki, jakby autor chciał zapełnić luki, których moim zdaniem nie ma. Nie daje nam w ten sposób jednolitej treści książki. Jednak mimo tego faktu, jest to bardzo ciekawa pozycja, w której temat, jaki jest poruszany i fakt tego, jak dokładnie wiemy, co dzieje się głowie Azi jest naprawdę czymś, po co warto sięgnąć.

stycznia 13, 2018

Tekst

Tekst
Tekst

Autor: Dmitry Glukhovsky
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 368


Dmitry Glukhovsky swoją nową książką wielce zaskoczył swoich fanów, ale również grono czytelników, które na pewno go kojarzy z takich pozycji jak trylogia Metra czy Futu.re, które również znalazły wiele swoich odbiorców. Jego styl i treść, jaką prezentuje, na przestrzeni lat się zmieniała, jego język pisarski dojrzał, a sam w swoich dziełach zawierał coraz to ciekawszą akcję, która w moim odczuciu właśnie taka była. Teraz zaś schodzi bardziej na Ziemie i przedstawia nam książkę bardziej uwzględniająca problemy rzeczywistego świata. Poruszył bardzo ciekawy wątek, którym jest to, że posiadając czyjąś komórkę, tak naprawdę wiemy o nim wszystko i w internecie nie będzie to żaden problem, aby się pod niego po prostu podszywać i to z wielką skutecznością.

Głównym bohaterem lektury jest Ilja Goriunow, były więzień, który stara się wrócić do rzeczywistości, szarej, na wszelki sposób ponurej i bez planów na przyszłość wiedząc, że dla byłego skazańca nie ma miejsca w społeczeństwie i nie ma co liczyć na to, że będzie inaczej i w tym przypadku. Wszystko jednak zmienia jeden dzień, kiedy to w jego ręce dostaje się iPhone, w którym skrywa się cyfrową „duszę” osoby, która ją posiadała, kontakty, wiadomości, wszystko, czego można zapragnąć. Bez problemu przechwycą tożsamość owej osoby i bawi się jej kosztem w internecie, przecież nikt nie wie, że to naprawdę on. Cała ta „zajawka”, jaką wokół tego miał sam Ilja sprawiło, że coraz bardziej go to wciągało i nieodparcie pragnął jeszcze więcej.


Pełna emocji książka, która swoją tematyką na pewno znajdzie wielu odbiorców nawet wśród osób, które nie polubiły poprzednich utworów autora. Ta książka jest w ogóle inna, porusza temat współczesnego świata, granicy prywatności w sieci, szacunku do czyjejś tożsamości, którą jak widać, tak lekkomyślnie można komuś w internecie zabrać. Sprawia to, że zmusza nas to do przemyśleń porządnych mocnych, nawet i na długie chwile nas zatracających w myślach. Następna udana pozycja w wykonaniu Dmitra, jednak ma wielkie wrażenie, że czas, w którym się to dzieje, czyli teraźniejszość, nie pozwoliła pisarzowi do końca rozwinąć wątku, tak jak chciał. Tak jakby granice współczesności go blokowały. Jednak mimo tego przeczucia jest i tak warta, by po nią sięgnąć i zobaczyć jak autor poradził sobie z takim niecodziennym tematem poruszanym w owej literaturze.

stycznia 07, 2018

Pocałunek zdrajcy.

Pocałunek zdrajcy.
Pocałunek zdrajcy.

Autor: Erin Beaty
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 472




„Pocałunek zdrajcy” wydaje się z samego początku bardzo banalną wręcz książką, która tak naprawdę swoje skrzydła ukazuje dopiero z biegiem rozwijającej się akcji. To właśnie została poprowadzona ta pozycja, wywarło to na mnie miłe zaskoczenie i nie żałuję, że skusiłam się na jej przeczytanie. Jest to pełną ciekawych przygód i postaci historią, którą mam nadzieję, że swoja recenzja, zachęcę was, byście po nią sami sięgnęli.

Sage Fowler, główna bohaterka książki, jest pewną siebie osobą, wie, czego chce w życiu i nie zamierza ulegać zdaniu innej osoby, chociażby takiej która na niej wywiera małżeństwo z obcą osobą. Sama jest bardzo inteligentna,  kocha czytać książki, zaś sama pasja do nich zaraził ją jej ojciec.

Historia dziewczyny, którą poznajemy, zaczyna się od tego, że jej wuj chce ją wydać za mąż, Sage nie ma zamiaru pójść w zamążpójście, w żaden sposób tego nie chce i zamierza tego, jak może uniknąć. Jednak nie jest to takie proste, jak by mogło się wydawać, Sage trafia do swatki, która ma w tym wszystkim pomoc, jednak wiadomo jak nastawiona do tego dziewczyna, pozostawia po sobie tam ślad. Jednak kobiety to nie razi, mając do niej, w ogóle inne plany niż mogło się jej wydawać. Proponuje jej prace swatki, może i nie była to jej praca marzeń, jednak mogła jej zapewnić możliwość ucieczki z domu. W ten oto sposób wraz z innymi dziewczynami wyrusza w pełną niebezpieczeństw i wrażeń przygodę. Gdy to sama Sage wykorzystując swój status swatki, zaczyna zdobywać informacje od kandydatów, którzy do niej przychodzą szpiegować i w ten sposób wyciągnąć z nich potrzebne informacje. Jednak sprawy się komplikują, gdy podczas jednej z misji spotyka księcia i wszystko wywraca się do góry nogami.

Książka Erin Beaty wywarła na mnie pozytywne wrażenie, zachowała swoja oryginalność i świeżość, jakiej brakowało mi w takich typu książkach, to jak się dowiadujemy o wielu sprawach, potrafiło nie raz zaskoczyć, a sama, będąc pod wieloma aspektami dobrze napisana, sprawia to, że jest to lektura, która na pewno bardzo przyjemnie się czyta. Okładka dodatkowo umila oko czytelnika i zdecydowanie pięknie prezentuję się na półce wraz z innymi.

stycznia 05, 2018

Kroniki Shannary

Kroniki Shannary
Kroniki Shannary
Wydawnictwo: Replika
Autor: Terry Brooks
Stron: Cz. 1 - 448, Cz.2 - 480, Cz.3 - 464



„Kroniki Shannary” przez ponad czterdzieści lat swojego istnienia zaskarbiły sobie miejsce w sercach wielu tysięcy ludzi, którzy pokochali tę serię za to, jaką jest. Na jej podstawie powstały gry, ponad dwadzieścia książek z tego cyklu, jak i nie dawno tak wydany serial na jego podstawie. Jednak od samego początku Kroniki budziły kontrowersje w licznej grupie odbiorców, gdyż widać w niej dużą inspirację dziełami Tolkiena. Czy wyszło to mu na dobre? Trzeba samemu do tego dojść, zobaczyć czy taki sposób przedstawienia historii z zaczerpniętymi pomysłami przypadnie nam do gustu.

Zacznijmy więc od samego początku, przed tym, jak zaczęli jeszcze się pojawiać ludzie, toczyła się zażarta walka pomiędzy dobrem a złem. Po długiej walce udało się pokonać zło, jednak przez swoją okrutną naturę nie mogło zostać absolutnie zniszczone. Z tego powodu powstało magiczne drzewo Ellcrys które elfy wraz ze swoimi sojusznikami stworzyli by chroniła cały świat. Jak długo stoi drzewo, zło nie ma prawa się odrodzić. Dzieje się coś niemożliwego, drzewo zaczyna powoli umierać, co przeraża strażników którzy je bronią, gdy nigdy ani jeden liść nie spadł, chociażby z niego. Teraz zaś stopniowo ich ubywa, a wraz z tym zło odradza się i staje się coraz silniejsze.

Jedyną osobą, jaka może pokonać Lorda Warlocka, jest pół elf Will Ohmsford, który jako jedyny potomek z rodu Shannary może unieść miecz, który zgładzi ponownie zło i zapędzi je znów, skąd przyszło. Czuwa nad nim Druid Allanon, mężczyzna, który posiada tajemną wiedzę. Musi ją przekazać chłopakowi, by ten mógł stać się silniejszy, co sprawia, że staje się również jego kompanem i nauczycielem.

Lecz nie jest to jedyne zmartwienie jakie czeka naszych bohaterów. Jak wyżej podałam, drzewo umiera, zaś nikt nie wie jak temu przeciwdziałać. Do czasu, gdy księżniczka Amberle nie dostaje wizji za pośrednictwem drzewa, które jednak nie wprost i nie zawsze czytelnie przekazuje jej informacje. Musi przebyć długą drogę z ziarnem do miejsca, gdzie znajduje się fontanna Krwawego Ognia, by później z nim powrócić i je znów zasadzić.

Przez wszystkie trzy tomy dzieje się wiele, jest wartka akcja i niebezpieczeństwo, jakie się czai na głównych bohaterów, by przeszkodzić im podczas podróży, która ma uratować cały świat. Prócz tego są i te spokojne momenty gdzie poznajemy nowe miejsca, lokacje, które są prześwietnie opisane i przedstawiają świat, który wydaje się coraz to bardziej, dzięki temu, ciekawszy. Same również postacie podczas swojej misji widać, że się zmieniają i nie są jednolite przez to, a nie kiedy mogą nas zaskoczyć. Co dla mnie samej jest na plus.

stycznia 04, 2018

Hygge po polsku

Hygge po polsku
Hygge po polsku
Wydawnictwo: Insignis
Autor: Iza Wojnowska
Stron: 224

„Hygge po polsku” zapewne osobie, której książka wpadnie po raz pierwszy w ręce, o takiej tematyce, zada sobie to pytanie „Co to jest w ogóle to hygge?”, w języku polskim nie ma to dokładnego tłumaczenia, jednakże oznacza to w naszym języku, odnalezienie szczęścia w drobnostkach. Najczęściej są to właśnie rzeczy, które nas odprężają, sprawiają, że cieszymy się spokojem panującym we wnętrzu. Sprawiają w ten sposób, że czujemy się dobrze i przepełnia nas radość. Każdy zapewne z nas ma wiec taka rzecz, która może nazwać „hyggowaniem” i pomaga mu odstawić życie pełne stresu i cieszyć się ta jedną rzeczą.

Iza Wojnowska przedstawia nam różnego rodzaju historie osób, które w swoim życiu doświadczyły hygge i potrafią je również dostrzegać. Znajdziemy więc tutaj dużo osób z naszego kraju, ale również poza niego. To gdy czytałam każdą następną historię, wywoływało we mnie wielkie pokłady radości, gdyż jest to w piękny sposób opisany. Potrafi jednak to zarówno nas uczyć w sposób prosty do odbioru z przekazem, który łatwo odczytać, jak i daje nam do zrozumienia, że my również powinniśmy zacząć odszukiwać w swoim życiu właśnie te chwile, które nas napełnia nową energią do życia i wypełnią nasze usta w radosnym grymasie.

Jest tu także w tym wszystkim zawarta informacja, że Polacy często nie potrafią tego dostrzegać i cieszyć się właśnie tymi małymi drobnostkami. Jak każdemu wiadomo, Polacy to pracowity naród, gdy czegoś chcemy, osiągniemy to za wszelką cenę. Jednak jakim czasami kosztem? Czy nerwy i stres, jaki przeżyjemy, będzie tego wart? Tu właśnie jest pokazane, że warto jednak czasami zarzucić ręczny i zrobić to, co kochamy. Jeśli kochacie czytać książki, usiądźcie i czytajcie ja, kochacie spędzać czas z innymi, co stoi na przeszkodzie, by to zrobić! 

Mam wielka nadzieje, że tak jak i mi, tak, i wam otworzy oczy na pewne sprawy, i pokaże, że trzeba doceniać to, co mamy, cieszyć się jak możemy i abyśmy mogli w tym świecie znaleźć skrawek miejsca, gdzie i to my będziemy mogli się cieszyć pełnią życia, robiąc to, co kochamy.
Copyright © 2016 Podróż do krainy książek , Blogger